Terminy rekrutacji na studia Drzwi otwarte na uczelniach Terminy matury Terminy egzaminu ósmoklasisty
Wybierz rok rekrutacji
Severity: 16384
Message: Using unregistered function "dodaj_ulubione" in a template is deprecated and will be removed in a future release. Use Smarty::registerPlugin to explicitly register a custom modifier.
Filename: sysplugins/smarty_internal_templatecompilerbase.php
Line Number: 664
* Możliwe, że uczeń będzie musiał dokonać wyboru jednego lub kilku języków
Severity: 16384
Message: Using unregistered function "is_numeric" in a template is deprecated and will be removed in a future release. Use Smarty::registerPlugin to explicitly register a custom modifier.
Filename: sysplugins/smarty_internal_templatecompilerbase.php
Line Number: 664
ul. Jana Sołtana 2
913216287
Informacje mają charakter poglądowy. Przed podjęciem jakichkolwiek działań na podstawie uzyskanych
informacji z niniejszego serwisu, należy je dodatkowo zweryfikować na stronie
szkoły:
Technikum Morskie w ZSM im. Eugeniusza Kwiatkowskiego
Wszelkie prezentowane informacje nie stanowią oferty w rozumieniu Kodeksu cywilnego oraz nie są
wiążące i mogą ulec zmianie bez wcześniejszego powiadomienia. Otouczelnie.pl zastrzega sobie
prawo do zmian i pomyłek. Wszelkie prezentowane informacje są aktualne na dzień publikacji.
odpowiedz
Bardzo źle natomiast wspominam kulturę traktowania uczniów przez część ówczesnej kadry. Być może obecnie wygląda to zupełnie inaczej i szczerze mam nadzieję, że tak jest. Moja opinia dotyczy okresu, w którym sama byłam uczennicą. Gdybym dzisiaj miała doradzać komuś wybór ścieżki do pracy na morzu, bardzo dokładnie porównałabym ZSM z innymi dostępnymi drogami kształcenia i nie zakładała automatycznie, że pięć lat technikum jest najlepszym rozwiązaniem. Dla mnie ogromna część potencjalnie świetnego doświadczenia została niestety zepsuta przez sposób, w jaki część dorosłych traktowała uczniów.
odpowiedz
pokaż odpowiedzi (1)
Dlatego brak dużej liczby opinii w internecie absolutnie nie odpowiada temu, jak często wśród uczniów mówiło się wtedy o problemach z jego zachowaniem. Dla mnie osobiście pan Czerwiński nie był po prostu „wymagającym nauczycielem”. Wymagającego nauczyciela można szanować, jeśli jest sprawiedliwy, konsekwentny i rzeczywiście chce czegoś nauczyć. W jego przypadku wielokrotnie miałam poczucie czegoś zupełnie innego — napięcia, strachu przed kontaktem z nim i przekonania, że uczeń z góry stoi na przegranej pozycji. Do dziś jest pierwszą osobą, o której myślę, kiedy przypominam sobie najbardziej negatywne doświadczenia z ZSM. Źle wspominam również niektórych innych nauczycieli. Nauczycielka elektrotechniki, znana wśród uczniów jako „Kobra”, była w moim odczuciu wyjątkowo surowa. Pamiętam sytuację, kiedy miałam bardzo zły dzień i rozpłakałam się na lekcji. Spojrzała na mnie, zapytała, czy płaczę, a kiedy było oczywiste, że tak, zaczęła się śmiać. To było dla mnie bardzo upokarzające i do dziś to pamiętam. Matematyki uczyła mnie pani Witkowska. Jej podejście również było bardzo surowe. Przez długi czas miałam bardzo niskie oceny i często zostawałam po lekcjach na poprawach. Jednocześnie osoba, do której chodziłam później na korepetycje, oceniała moją wiedzę znacznie wyżej i była wręcz zdziwiona tym, że miałam zagrożenie z matematyki. Mój późniejszy wynik z matury również nie odpowiadał obrazowi uczennicy, która przez dużą część szkoły ledwo przechodziła z tego przedmiotu. Pamiętam też charakterystyczne teksty pani Witkowskiej w stylu: „rzucę w ciebie markerem i jak nie złapiesz, to jedynka, a jak złapiesz, to dwie”. Dziś brzmi to absurdalnie, ale wtedy było częścią szkolnej rzeczywistości. Z kolei na innych lekcjach miałam odwrotne doświadczenie — praktycznie całkowity brak zainteresowania tym, czy uczniowie rzeczywiście się czegoś uczą. Pan Pacura od fizyki potrafił mieć podejście, przy którym przez dużą część lekcji każdy robił, co chciał, a jednocześnie zdarzały mu się bardzo nieprzyjemne uwagi wobec uczniów. Sama usłyszałam kiedyś komentarz sugerujący, że chyba coś biorę, ponieważ siedziałam ze słuchawkami i głową opartą o ławkę. Były też lekcje matematyki, podczas których miałam poczucie, że nikt specjalnie nie przejmuje się tym, czy klasa rzeczywiście czegoś się nauczy. Przez to miałam wrażenie, że w szkole występowały dwie skrajności: albo bardzo autorytarne, stresujące podejście, albo niemal całkowity brak zaangażowania. Źle wspominam także organizację WF-u. W klasie było niewiele dziewczyn, więc ćwiczyłyśmy razem z chłopakami zamiast być łączone z inną grupą dziewcząt. Sama byłam bardzo aktywna sportowo, a mimo to z czasem praktycznie straciłam chęć uczestnictwa, bo zajęcia zupełnie nie były dostosowane do naszej sytuacji. Doszło do tego, że nikt już właściwie nie oczekiwał od nas realnego udziału, tylko po prostu dostawałyśmy zaliczenie. Największym problemem szkoły był dla mnie jednak nie tylko sposób nauczania, ale też niemal całkowity brak wsparcia emocjonalnego. Nie miałam poczucia, że kogokolwiek naprawdę interesuje, dlaczego uczeń ma problem, gorzej sobie radzi albo zachowuje się inaczej niż zwykle. Podejście często było takie, że jeśli nie pasujesz do oczekiwań, problem jest po prostu po twojej stronie. Pamiętam sytuację, gdy zwierzyłam się pracownikowi szkoły z bardzo osobistego i wstydliwego problemu, który był wtedy dla mnie naprawdę poważny. Zebrałam się na odwagę, żeby o nim powiedzieć, a w odpowiedzi nie dostałam właściwie żadnej rozmowy, wsparcia ani zainteresowania. Zostałam po prostu odprawiona. To zostało ze mną na długo i z perspektywy dorosłej osoby nadal uważam, że młody człowiek zwracający się do szkoły o pomoc powinien zostać potraktowany zupełnie inaczej. Podsumowując: szkołę bardzo dobrze wspominam ze względu na ludzi, których tam poznałam, Dar Młodzieży, praktyki i same doświadczenia związane z morzem. Sam koncept szkoły morskiej jest świetny.
Małe sprostowanie do mojej wcześniejszej opinii: fragment o lekcjach matematyki, na których brakowało zaangażowania i każdy robił, co chciał, nie dotyczył pani Witkowskiej. Chodziło mi o inną nauczycielkę matematyki, która tymczasowo uczyła naszą klasę.
odpowiedz
Chodziłam do ZSM kilka lat temu i mam z tej szkoły bardzo mieszane wspomnienia. Sam profil morski, praktyki i Dar Młodzieży wspominam naprawdę dobrze. To były wyjątkowe doświadczenia i właśnie one są dla mnie najlepszą częścią całego okresu nauki. Jednocześnie z perspektywy czasu mam poczucie, że szkoła w tamtym okresie nie przygotowywała uczniów wystarczająco dobrze do realiów współczesnej pracy na morzu. Duża część nauczania wydawała mi się przestarzała, a podejście części kadry bardziej nastawione na dyscyplinowanie niż na rzeczywiste nauczenie zawodu. Być może dziś wiele się zmieniło — opisuję wyłącznie szkołę taką, jaką pamiętam ze swoich czterech lat. Nie chcę wrzucać wszystkich nauczycieli do jednego worka. Bardzo dobrze wspominam pana Miroszewskiego, nauczycielkę ochrony środowiska morskiego oraz ówczesną dyrektor, panią Baranowską. Byli też inni nauczyciele, których wspominam jako normalnych, życzliwych ludzi i nie chciałabym, żeby moja krytyka szkoły była odbierana jako krytyka całej kadry. Zdecydowanie najgorzej wspominam pana Andrzeja Czerwińskiego. Spośród całej kadry to właśnie on w największym stopniu zepsuł moje doświadczenie z tą szkołą. W moim odczuciu był wobec uczniów wyjątkowo surowy, niesprawiedliwy i często zwyczajnie nieprzyjemny. Miałam wrażenie, że zamiast uczyć i wspierać, bardzo często szukał powodów, żeby uczniowi utrudnić życie albo pokazać swoją przewagę. Pamiętam między innymi jeden sprawdzian, który poprawiałam chyba około pięciu razy. Sam materiał nie był dla mnie szczególnie trudny, ale za każdym razem miałam wrażenie, że zmieniają się zasady punktowania i kryteria uznawania odpowiedzi. Niezależnie od tego, jak się przygotowałam, pojawiał się kolejny powód, żeby poprawki nie zaliczyć. Było to bardzo demotywujące i stresujące. Jego sposób zwracania się do uczniów również często uważałam za pozbawiony szacunku. Pamiętam sytuację dotyczącą mojego kolegi, który został wezwany do jego gabinetu między innymi z powodu chodzenia po szkole z rękami w kieszeniach. Kolega nagrał tę rozmowę bez jego wiedzy, a ja słyszałam to nagranie. Sposób, w jaki był na nim traktowany i pouczany, był dla mnie poniżający i zdecydowanie wykraczał poza zwykłe zwrócenie uwagi uczniowi. Podczas moich czterech lat w szkole widziałam też wiele osób, które rezygnowały z ZSM, mimo że dotarły już do drugiej, trzeciej, a nawet czwartej klasy. Wśród uczniów bardzo często mówiło się, że jednym z głównych powodów był właśnie pan Czerwiński i sposób, w jaki ich traktował. Nie jestem oczywiście po latach w stanie potwierdzić motywacji każdej pojedynczej osoby, ale takie rozmowy były wtedy bardzo powszechne. Negatywne komentarze na jego temat nie pochodziły też wyłącznie od uczniów. Podczas praktyk na Darze Młodzieży osobiście słyszałam od członków załogi komentarze, że współczują nam takiego opiekuna praktyk. Słyszałam również krytyczne opinie od osób związanych z edukacją, które miały z nim wcześniej kontakt zawodowy. To było dla mnie ważne, bo utwierdzało mnie w przekonaniu, że nie chodzi wyłącznie o to, że jako nastolatka „nie lubiłam wymagającego nauczyciela”. Po latach udało mi się też znaleźć w internecie oficjalny protokół kontroli Kuratorium Oświaty z 2017 roku dotyczący zastrzeżeń wniesionych wobec postępowania kierownictwa szkoły i wychowawcy wobec ucznia; w toku tej kontroli rozmowę prowadzono m.in. z panem Andrzejem Czerwińskim jako wicedyrektorem. Sam fakt znalezienia takiego dokumentu mnie nie zaskoczył. Bardziej zdziwiło mnie, że publicznie udało mi się znaleźć właściwie tylko jeden taki ślad. Trzeba jednak pamiętać, że w czasach, kiedy chodziłam do tej szkoły, internet wyglądał zupełnie inaczej. Nie było tylu portali z opiniami, Google Reviews nie odgrywało takiej roli jak dziś, a uczniowie po odejściu ze szkoły często po prostu zamykali ten rozdział i szli dalej. Wiele osób nie wiedziało, gdzie zgłosić swoje doświadczenia albo co właściwie można z nimi zrobić.
odpowiedz
Nie polecam tej szkoły. Chyba ze jako zawodówkę bez poszerzania horyzontów.